Obraz

sobota, 5 maja 2012

Spełniam obietnicę

Hejka!!! Co tam? U mnie  nic ciekawego. Cały czas sprzątałam w domu, więc jak obiecałam, opiszę tylko wczorajszy dzień. A więc:
Umówiłam się z dziewczynami (Agnieszką i Weroniką) do kina. Miałyśmy jechać komunikacją miejską, ale była brzydka pogoda, więc zawiózł nas mój tata. Musiałyśmy nią tylko wracać. W kinie byłyśmy godzinę przed czasem. Kupiłyśmy bilety na "Królewnę Śnieżkę", usiadłyśmy na fotelach i gadałyśmy. Potem zauważyłyśmy coś typu tablicy inter aktywnej, tylko na ziemi. Grając na niej straciłyśmy z jakieś ok 25min, ale nam się znudziła, więc znów zaczęłyśmy gadać(tylko nie myślcie że ze sobą nie gadałyśmy, bo rozmawiałyśmy). Następnie kupiłyśmy popcorn. Weronika kupiła tylko duży popcorn, a Aga i ja zestaw dla dwojga i poszłyśmy usiąść do kawiarenki. Spędziłyśmy tam 15min, gadając i podżerając popcorn. Na sale weszłyśmy 10min przed czasem. Po 5min puścili reklamy. Na początku oglądałyśmy je, ale były potwornie nudne, więc przestałyśmy się nimi przejmować i zaczęłyśmy gadać. Na szczęście film zaczął się dość szybko, ponieważ było strasznie nudno. Seans był dość fajny, ale w momentach bezsensowny np. przez długi czas (no oczywiście ich czasu) starali się wywarzyć drzwi, a po pierwsze mieli dwa klucze, a po drugie mieli drugie wyjście. Z tymi kluczami było celowe, ale o drugim wyjściu zapomnieli.  No ale mniejsza z tym. Szczerze mówiąc mi film podobał się podobał, tak jak dziewczynom. Gdy film się skończył poszłyśmy do toalety, a z niej na przystanek tramwaju. Na początku myślałyśmy że mamy szczęście, ponieważ na przystanku byłyśmy po czasie, a tramwaj jeszcze stał. Wsiadłyśmy do niego i okazało się że jest jakaś usterka i w sumie spędziłyśmy w nim 30min nie licząc jazdy. W tym czasie dużo gadałyśmy i dzwoniłyśmy do rodziców, ponieważ miałyśmy być przed 15.30, a wypadało że będziemy po 16.00. Dobrze że czas dość szybko minął i nie musiałyśmy się nudzić. Podczas jazdy opowiadałyśmy sobie kawały. Gdy wysiadłyśmy musiałyśmy biec na autobus i na nic nam się to zdało. Mogłyśmy powoli sobie iść, bo kierowca miał przerwę  i musiałyśmy czekać. Na szczęście nie długo czekałyśmy, bo ruszył przed czasem. Weronika jechała nim prosto do domu, Agnieszka musiała jeszcze dojść na piechotę, a ja  miałam jeszcze przesiadkę. Pech że mogłam zamiast tym jechać innym do domu. No ale musiałabym jechać sama, a tak została ze mną Aga. Na autobus czekałyśmy z jakieś 20min, ale i tak przyjechał przed czasem. Choć mógł mieć długie spóźnienie, ale mniejsza z tym. Czekając na niego Agnieszka oddała mi kasę, oczywiście gadałyśmy, kupiłyśmy czipsy i 2 puszki coca coli. Kiedy wychodziłyśmy z piciem ze sklepu i trochę postałyśmy na przystanku, podjechał "mój" autobus. Gdyby nie Aga nie pojechałabym nim, bo nie spodziewałam się że może przyjechać wcześniej. Więc cieszę się że tam była. Jak wróciłam do domu nic ciekawego nie robiłam. Byli tylko goście, którzy i tak dość szybko wyszli, a poza tym to same nudy. Mam nadzieję że wy miło spędziliście wczorajszy i dzisiejszy dzień.
Całusy!!! :***
Mary

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz